O krakowskim rzemiośle #17: konserwator zabytkowych wind – Piotr Wywiał
W Krakowie jest ich jeszcze ponad 100. Najwięcej w rejonie Starego Miasta i okolicy Alei Trzech Wieszczów. Pierwsze z nich pojawiły się w polskich kamienicach już pod koniec XIX stulecia, choć w Krakowie najczęściej montowano je w latach 30. XX wieku. Stare, zabytkowe windy. W międzywojniu świadczyły o klasie i guście właściciela budynku. Dziś o jego dobrej woli, bo wiele z nich zostało w ostatnich dziesięcioleciach zastąpionych współczesnymi urządzeniami. W naszym mieście jest zaledwie kilka osób, które mają odpowiednią wiedzę i umiejętności, aby naprawiać i konserwować historyczne dźwigi. Jedną z nich jest Piotr Wywiał – konserwator wind z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem. To kolejny z bohaterów naszego cyklu – „O krakowskim rzemiośle”.

Z dziadka na wnuka, czyli o rodzinnej pasji
– Konserwacją dźwigów zajmował się mój dziadek. Kiedy poszedłem do Technikum Łączności do klasy o profilu elektronicznym, zapytał się mnie, czy nie chciałbym spróbować swoich sił w tym zawodzie. Muszę przyznać, że w dzieciństwie – całkiem naturalnie – bałem się wind. Ale dałem się namówić. Dziadek wziął mnie wtedy na kilka dźwigów. Już przy pierwszym kazał wejść na kabinę. To był moment przełamania strachu. Zrozumiałem, że przy rozsądnym użytkowaniu to jedne z bezpieczniejszych urządzeń. Spodobało mi się, więc zacząłem pracować z dziadkiem weekendami.
– To był 2003 rok. Pod jego okiem przeszedłem przez właściwie całą ścieżkę tego fachu – począwszy od czyszczenia i sprzątania podszybi. Dziadek przyjął zasadę, że najwięcej nauczę się poprzez praktykę. Pokazywał mi poszczególne elementy, kazał rozkładać na części pierwsze, oglądać, zapamiętywać i składać z powrotem. I tak, element po elemencie, śrubka po śrubce, poznałem od podszewki budowę i działanie dźwigów. Kiedy dziadek odchodził na emeryturę, przekazał mi całość firmy. I tak działam do dziś.

Gustowne i z duszą, czyli o (blisko) stuletnich windach
– Obecnie pod opieką konserwatorską mojej firmy jest około dwudziestu pięciu dźwigów. W dużej mierze są to windy pochodzące z okresu dwudziestolecia międzywojennego. W Krakowie korzystano głównie z urządzeń austriackich marek Sowitsch i Wertheim. Większość z nich montowano w kamienicach w latach 30. To był czas, kiedy windy dostosowywano do budynku. Stanowiły przez to jego integralną część – zarówno pod względem stylu, detali czy zdobień. Każda z nich jest inna, niepowtarzalna. Szczególnie wyjątkowe są kabiny – drewniane, ładnie wykończone, często pokryte fornirem. W środku niejednokrotnie znajdziemy lustro czy rozkładaną ławeczkę, która pozwalała na chwilę odpoczynku. Tu warto dodać, że współczesne dźwigi poruszają się z prędkością około 10 metrów na sekundę, te historyczne pokonywały w tym czasie pół metra.

– Praca przy historycznych urządzeniach to jedno, ale równie wyjątkowo doceniam atmosferę miejsc, w których zostały zamontowane. Zabytkowe kamienice projektów znanych krakowskich architektów, w niektórych przypadkach świetnie do dziś zachowane. Przy konserwacji funkcjonujących w nich dźwigów często zastanawiam się, kto tu mieszkał, jak wyglądała codzienność tych mieszkańców. Z tych urządzeń korzystało przecież kilka pokoleń krakowian i krakowianek. To kawał historii. Zdarzało się, że wchodząc po raz pierwszy do maszynowni, znajdujących się na poddaszu kamienic, znajdowałem gazety sprzed kilkudziesięciu lat. W pamięci utkwił mi szczególnie widok kalendarza z 1939 roku, gdzie ktoś zapisał swoje plany na październik…

Konserwacja i modernizacja, czyli o istocie pracy
– Pracy jest sporo. Co do zasady na każdym dźwigu jestem raz w miesiącu. Wtedy sprawdzam, czy wszystko jest z nim w porządku. Oglądam poszczególne elementy, oceniam stan ich zużycia, poziom oleju, systemy hamowania i bezpieczeństwa, kontakty drzwiowe i ryglowe. Taki przegląd zajmuje około godziny i jest wymagany przepisami.
– O wiele bardziej wymagającym procesem jest modernizacja wind, czyli przywrócenie, a właściwie przedłużenie ich stanu używalności, nadanie im blasku sprzed lat, a przy tym dostosowanie do współczesnych realiów. Właściwie wszystkie dźwigi, które obecnie obsługuję, zostały wcześniej przez nas zmodernizowane. Jeśli winda była dotychczas jeżdżąca, to nie jest to jeszcze duży kłopot. Gorzej, kiedy od jej ostatniego przejazdu minęło czterdzieści czy pięćdziesiąt lat. Wtedy ten proces trwa dłużej, trzeba działać w zgodzie z obowiązującymi przepisami, zachowując przy tym historyczny charakter dźwigu.

– Użytkownicy wind widzą na co dzień tylko „zewnętrzną” część windy – jej kabinę, drzwi wejściowe i szyb, w którym się porusza. Sercem dźwigu jest jednak nieco wyżej, najczęściej na ostatnim piętrze czy poddaszu kamienicy, i jest nim maszynownia. Kiedyś nazywano ją ubikacją dźwigu. To tam znajduje się napęd składający się z silnika, przekładni, koła ciernego i lin nośnych. Drugim ważnym elementem, niezbędnym do zachowania bezpieczeństwa, jest ogranicznik prędkości. Trzecim punktem jest system sterowania.
– To właśnie do wymiany sterowania dochodzi najczęściej przy modernizacji. Przed wojną ten system był bardzo prosty – dwa duże styczniki, odpowiadające za jazdę w górę i w dół, kilka przekaźników i tzw. kopiak, czyli odwzorowanie położenia kabiny. Teraz te systemy są całkowicie elektroniczne, zaprogramowane i unowocześnione, czego wymagają względy bezpieczeństwa. Ważnym punktem modernizacji jest też wymiana ryglowania drzwi. W tych starych, przedwojennych, zdarzały się sytuacje, że można je było otworzyć, kiedy nie było za nimi kabiny. A to już bardzo niebezpieczna sytuacja, którą należało wyeliminować.

Bezpiecznie i komfortowo, czyli o (nie)możliwości wypadków
– Odpowiednio serwisowana winda, nawet stuletnia, jest urządzeniem naprawdę bezpiecznym. Istotą jest przede wszystkim odpowiednie z niej korzystanie. Użytkownik powinien pilnować, aby nie przekroczyć na przykład dopuszczalnego udźwigu czy liczby osób przebywających w kabinie jednocześnie. Choć i tu zadziałają w większości systemy bezpieczeństwa. Wypadki są właściwie niemożliwe, chyba że na własne życzenie. W moim ponad dwudziestoletnim doświadczeniu nie było jeszcze żadnego tragicznego przypadku. Jeśli o jakichś słyszałem, to najczęściej zdarzały się w momencie prac serwisowych i zazwyczaj w wyniku błędu ludzkiego.
– W przypadku wind, tak jak w przypadku każdych innych urządzeń, zdarzają się jednak awarie. Nie ma ogólnej zasady. Pod naszą opieką są przykładowo dźwigi, które jeszcze nigdy się nie zepsuły, a my wymieniamy tylko części eksploatacyjne. Są jednak i takie, do których jeździmy częściej. Jestem pod telefonem 24 godziny na dobę, więc w przypadku usterek staram się je usuwać szybko i sprawnie.

– Swego czasu zdarzyło mi się jechać na wezwanie grupy „uwięzionych” w windzie. Na miejscu okazało się, że w środku kabiny znajduje się pięć osób, cała rodzina, a pomiędzy nimi wersalka, którą starali się zwieźć na dół. Nie wiem, jak tam się pomieścili, ale w trakcie jazdy dociążenie było na tyle duże, że winda jechała zbyt szybko. Wtedy zadziałał system bezpieczeństwa i zatrzymał dźwig. I tu potrzebna była moja interwencja.
– Co ciekawe, te historyczne windy pod względem wzywania pomocy są dużo bezpieczniejsze. W nowych, grubo obudowanych, często nie ma zasięgu i kontakt telefoniczny jest mocno utrudniony. Tutaj, w drewnianych kabinach, nie ma tego problemu.

Wiedza i doświadczenie, czyli o wyjątkowości zawodu
– W mojej pracy zajmuje się zarówno zabytkowymi, jak i nowoczesnymi windami, choć muszę przyznać, że to właśnie te historyczne lubię najbardziej. Wiem, że nie każdy może zobaczyć to, co ja. Blisko stuletnie maszynownie, w których czas właściwie się zatrzymał. Jednego dnia serwisuję więc współczesny, zautomatyzowany dźwig, a nazajutrz pracuję przy pięknym relikcie przeszłości. To naprawdę pasjonujące i wyjątkowe doświadczenie.
– Myślę, że na palcach dwóch rąk, jeśli nie jednej, mógłbym policzyć w Krakowie osoby, które potrafią zajmować się konserwacją i modernizacją starych dźwigów. Nie wiem, czy jeszcze ktoś poza mną podjąłby się na przykład montowania lin, tzw. zalewania, czyli mocowania ich do kabiny. Im jakieś zadanie jest ciekawsze, trudniejsze, tym większą satysfakcję sprawia jego realizacja.

– Cieszę się, że w Krakowie są jeszcze właściciele kamienic, którym zależy na utrzymaniu takich wind. Takie renowacje wymagają często sporych nakładów finansowych, więc tym bardziej doceniam to zaangażowanie. Dużą przychylność widzę też ze strony osób z dozoru technicznego. Wspólnymi siłami jesteśmy w stanie zachować te perełki dla kolejnych pokoleń.

Zainteresowanych działalnością Piotra Wywiała zachęcamy do odwiedzenie jego kanału na Youtube, na którym znajdziecie filmy pokazujące jego pracę od kulis: https://www.youtube.com/@Krakowskiewindy. Zainteresowanych zleceniem konserwacji lub modernizacji dźwigu odsyłamy do kontaktu mailowego: ufnal.lift@gmail.com.
Na koniec chcielibyśmy podziękować naszemu dzisiejszemu bohaterowi – za serdeczne przyjęcie, miłą rozmowę i prezentację rzemiosła. Było nam bardzo miło się z Tobą spotkać.